– Tak. Znaczy... Właściwie to zatrzymałem się tutaj na jakiś czas, bo nikt tu nie mieszkał. – odpowiedziałem na jej pytanie zgodnie z prawdą. Nie byłem pewny na ile tu zostanę, ale narazie jeszcze nie zamierzałem się stąd przenosić w inne miejsce. To było dla mnie idealne – zniszczone, brudne i pełne kurzu, wręcz wspaniałe do przeżywania przygód. Na Elbion nigdy bym takiego nie znalazł, więc było dla mnie niezwykłe. Już chciałem zapytać Koeru gdzie mieszka ona, kiedy dotarło do mnie, że skoro nic nie pamięta, to zapewne nawet nie ma gdzie się teraz udać. – Jak chcesz możesz zostać tutaj ze mną. – wypaliłem od razu, czując jak przepełnia mnie podekscytowanie tym, jak mogłoby być wspaniale, gdyby się zgodziła. Mogłaby zostać moją pierwszą ziemską przyjaciółką! Przeżywalibyśmy przygody i bawili się razem!
– Dobrze, zostanę. – odpowiedziała po krótkiej chwili, a ja wręcz podskoczyłem z radości, wypuszczając przy tym wszystkie, trzymane w rękach owoce, które upadły na ziemię.
– Oj... – zaśmiałem się nieśmiało, klękając, by je pozbierać. Koeru również po chwili znalazła się przy mnie, pomagając mi. Odłożyliśmy owoce na jedną ze starych półek, z wyjątkiem dwóch jabłek, z których jedno postanowiłem dać mojej towarzyszce. – Proszę, sam je zdobyłem. – wyciągnąłem do niej dłoń z jedzeniem, posyłając jej dumny uśmiech. Dopiero kiedy przyjęła mój skromny dar, zacząłem jeść swoją część.
– A ty jak się tutaj znalazłeś? – zapytała siadając pod jedną ze ścian. Usiadłem obok niej, z natłoku myśli nie wiedząc, od czego zacząć opowiadać. To była naprawdę długa historia, ale chciałem ją opowiedzieć. Zwłaszcza że wreszcie natrafiłem na kogoś, kto chce mnie wysłuchać z takim samym zainteresowaniem, jakim ja darzę teraz ją, pomimo tego, że nic nie pamięta. Właściwie przez ten fakt owa, siedząca obok mnie dziewczyna zdawała mi się owiana aurą tajemniczości, a przez to jeszcze bardziej mnie ciekawiła niż gdyby wszystko od razu opowiedziała i ujawniła. Nie wiedziałem czego się po niej spodziewać. Może przybywa z jakiejś odległej krainy? Może jest wygnańcem, który został pozbawiony pamięci? A może po prostu ziemianką, której przytrafiło się coś niespotykanego?
– A więc zacznijmy od tego, że pochodzę z Elbion, wymiaru stworzonego przez moją daleką przodkinię dla mojego rodu. – rozpocząłem z podekscytowaniem, patrząc Koeru oczy.
– Dobrze, zostanę. – odpowiedziała po krótkiej chwili, a ja wręcz podskoczyłem z radości, wypuszczając przy tym wszystkie, trzymane w rękach owoce, które upadły na ziemię.
– Oj... – zaśmiałem się nieśmiało, klękając, by je pozbierać. Koeru również po chwili znalazła się przy mnie, pomagając mi. Odłożyliśmy owoce na jedną ze starych półek, z wyjątkiem dwóch jabłek, z których jedno postanowiłem dać mojej towarzyszce. – Proszę, sam je zdobyłem. – wyciągnąłem do niej dłoń z jedzeniem, posyłając jej dumny uśmiech. Dopiero kiedy przyjęła mój skromny dar, zacząłem jeść swoją część.
– A ty jak się tutaj znalazłeś? – zapytała siadając pod jedną ze ścian. Usiadłem obok niej, z natłoku myśli nie wiedząc, od czego zacząć opowiadać. To była naprawdę długa historia, ale chciałem ją opowiedzieć. Zwłaszcza że wreszcie natrafiłem na kogoś, kto chce mnie wysłuchać z takim samym zainteresowaniem, jakim ja darzę teraz ją, pomimo tego, że nic nie pamięta. Właściwie przez ten fakt owa, siedząca obok mnie dziewczyna zdawała mi się owiana aurą tajemniczości, a przez to jeszcze bardziej mnie ciekawiła niż gdyby wszystko od razu opowiedziała i ujawniła. Nie wiedziałem czego się po niej spodziewać. Może przybywa z jakiejś odległej krainy? Może jest wygnańcem, który został pozbawiony pamięci? A może po prostu ziemianką, której przytrafiło się coś niespotykanego?
– A więc zacznijmy od tego, że pochodzę z Elbion, wymiaru stworzonego przez moją daleką przodkinię dla mojego rodu. – rozpocząłem z podekscytowaniem, patrząc Koeru oczy.
– Wymiaru? – zapytała, zanim zacząłem mówić dalej. Przekrzywiłem głowę w bok, nieco zbity z tropu jej krótkim pytaniem.
– Tak, wymiaru. Nie wiesz co to? – wlepiłem w nią zdziwione spojrzenie. Dziewczyna pokiwała głową na boki. – No tak, zapomniałem, że Ziemianie nie wiedzą... Wybacz. Wymiar to inny świat, taki niby równoległy, ale daleki. Jest podobny do tego tutaj, ale jednocześnie inny. W moim wszystko było symetryczne i pasujące do siebie nawzajem, czułem się tam jak na dłoni! Ale parę dni temu wyciągnął mnie stamtąd dziadek Derven i tak znalazłem się tutaj. Marzyłem o tym całe życie! – roześmiałem się, ale zaraz znowu skierowałem uważne spojrzenie na swoją towarzyszkę. – Ciekawe skąd jesteś ty.
– To niesamowite! Ale jesteś pewien... Że to nie wyobrażenie? – dziewczyna chyba nie mogła uwierzyć w to co jej właśnie powiedziałem. Spoglądała teraz na mnie z uniesioną brwią, trochę jak na wariata.
– Oczywiście, że jestem pewien! Przecież stamtąd pochodzę! – zawołałem oburzony tym, że w ogóle mogłaby mi nie wierzyć.
– Opowiedz mi coś więcej o tym wymiarze, to musi być naprawdę niezwykłe miejsce! – w jej oczach dostrzegłem iskierki ciekawości, skupiające całe zainteresowanie na mojej osobie. Aż poczułem się zachęcony do dalszego opowiadania.
– No dobrze. Elbion to świat dobra, w którym nie istnieje zło, a przynajmniej tak mi zawsze mówiono. Jeżeli miałbym porównywać tamten świat z tym tutaj, to tam wszystko jest jaśniejsze, dopasowane, symetryczne. Budynki są wyższe, bardziej rozbudowane i mają szklane dachy. Nie ma tam tłoku, bo mieszka tam tylko mój ród, więc nigdy nie miałem zbytnio z kim się bawić. Byłem tam najmłodszy... Oprócz dziadka Dervena chyba nikt nie opuszczał tego miejsca, a przynajmniej ja nigdy tego nie widziałem. – wytłumaczyłem, widząc w myślach ten swój świat, z którego uciekłem. Aż niedobrze zrobiło mi się przez jego wyobrażenie. Odkąd przybyłem na Ziemię, matka oraz moi krewni cały czas próbują się ze mną skontaktować myślami, aby móc mnie zlokalizować. Ignorowanie ich naprawdę staje się coraz trudniejsze, ale nie ma mowy abym tam wrócił! Poza tym przecież obiecałem dziadkowi Dervenowi, że nie będę nikomu odpowiadał na wiadomości telepatyczne, a ja dotrzymuję słowa.
– Ale to musi być wspaniałe, świat bez zła! Chciałabym w takim żyć! – rozmarzony głos Koeru wyrwał mnie z zamyślenia, a kiedy zrozumiałem sens jej słów, aż wstałem.
– Wcale nie! To okropne miejsce! To więzienie do którego nigdy nie wrócę! Nawet nie wiesz jak strasznie nudziłem się tam przez całe siedemnaście lat mojego życia! – nie mogłem powstrzymać gniewu w swojej postawie, już samo myślenie o Elbion w taki sposób sprawiało, że miałem ochotę wyjść z siebie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że wyglądam teraz jakbym obwiniał Koeru o coś, czemu właściwie nie jest nawet winna i czego nie zna. Spoglądała na mnie w ciszy, delikatnie marszcząc brwi. Westchnąłem, starając się uspokoić i ponownie usiadłem.
– Przepraszam. Po prostu wreszcie udało mi się stamtąd wyrwać i... Sama rozumiesz. – wpatrzyłem się w jej jasnoszare oczy. – Nie chciałem na ciebie nakrzyczeć.
– Nic się nie stało. – uśmiechnęła się do mnie delikatnie, a ja spróbowałem odwzajemnić ten gest. Zapewne gdyby była tutaj mama, już by mi wypominała mój zły czyn, którego właśnie się dopuściłem. Nie powinienem reagować w taki sposób, a zwłaszcza względem osoby, z którą chcę się przyjaźnić. Koeru jest pierwszą osobą na Ziemi, którą polubiłem i mam wrażenie że z odwzajemnieniem. Naprawdę nie miałem zamiaru na nią krzyczeć ani o nic ją obwiniać, ale... Samo jakoś tak wyszło.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę o różnych rzeczach, zanim ogarnęło nas zmęczenie i położyliśmy się spać. Odstąpiłem Koeru miejsce na starej kanapie, a sam położyłem się na starym, zostawionym przez wcześniejszych właścicieli tego domu kocu.
– Tak, wymiaru. Nie wiesz co to? – wlepiłem w nią zdziwione spojrzenie. Dziewczyna pokiwała głową na boki. – No tak, zapomniałem, że Ziemianie nie wiedzą... Wybacz. Wymiar to inny świat, taki niby równoległy, ale daleki. Jest podobny do tego tutaj, ale jednocześnie inny. W moim wszystko było symetryczne i pasujące do siebie nawzajem, czułem się tam jak na dłoni! Ale parę dni temu wyciągnął mnie stamtąd dziadek Derven i tak znalazłem się tutaj. Marzyłem o tym całe życie! – roześmiałem się, ale zaraz znowu skierowałem uważne spojrzenie na swoją towarzyszkę. – Ciekawe skąd jesteś ty.
– To niesamowite! Ale jesteś pewien... Że to nie wyobrażenie? – dziewczyna chyba nie mogła uwierzyć w to co jej właśnie powiedziałem. Spoglądała teraz na mnie z uniesioną brwią, trochę jak na wariata.
– Oczywiście, że jestem pewien! Przecież stamtąd pochodzę! – zawołałem oburzony tym, że w ogóle mogłaby mi nie wierzyć.
– Opowiedz mi coś więcej o tym wymiarze, to musi być naprawdę niezwykłe miejsce! – w jej oczach dostrzegłem iskierki ciekawości, skupiające całe zainteresowanie na mojej osobie. Aż poczułem się zachęcony do dalszego opowiadania.
– No dobrze. Elbion to świat dobra, w którym nie istnieje zło, a przynajmniej tak mi zawsze mówiono. Jeżeli miałbym porównywać tamten świat z tym tutaj, to tam wszystko jest jaśniejsze, dopasowane, symetryczne. Budynki są wyższe, bardziej rozbudowane i mają szklane dachy. Nie ma tam tłoku, bo mieszka tam tylko mój ród, więc nigdy nie miałem zbytnio z kim się bawić. Byłem tam najmłodszy... Oprócz dziadka Dervena chyba nikt nie opuszczał tego miejsca, a przynajmniej ja nigdy tego nie widziałem. – wytłumaczyłem, widząc w myślach ten swój świat, z którego uciekłem. Aż niedobrze zrobiło mi się przez jego wyobrażenie. Odkąd przybyłem na Ziemię, matka oraz moi krewni cały czas próbują się ze mną skontaktować myślami, aby móc mnie zlokalizować. Ignorowanie ich naprawdę staje się coraz trudniejsze, ale nie ma mowy abym tam wrócił! Poza tym przecież obiecałem dziadkowi Dervenowi, że nie będę nikomu odpowiadał na wiadomości telepatyczne, a ja dotrzymuję słowa.
– Ale to musi być wspaniałe, świat bez zła! Chciałabym w takim żyć! – rozmarzony głos Koeru wyrwał mnie z zamyślenia, a kiedy zrozumiałem sens jej słów, aż wstałem.
– Wcale nie! To okropne miejsce! To więzienie do którego nigdy nie wrócę! Nawet nie wiesz jak strasznie nudziłem się tam przez całe siedemnaście lat mojego życia! – nie mogłem powstrzymać gniewu w swojej postawie, już samo myślenie o Elbion w taki sposób sprawiało, że miałem ochotę wyjść z siebie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że wyglądam teraz jakbym obwiniał Koeru o coś, czemu właściwie nie jest nawet winna i czego nie zna. Spoglądała na mnie w ciszy, delikatnie marszcząc brwi. Westchnąłem, starając się uspokoić i ponownie usiadłem.
– Przepraszam. Po prostu wreszcie udało mi się stamtąd wyrwać i... Sama rozumiesz. – wpatrzyłem się w jej jasnoszare oczy. – Nie chciałem na ciebie nakrzyczeć.
– Nic się nie stało. – uśmiechnęła się do mnie delikatnie, a ja spróbowałem odwzajemnić ten gest. Zapewne gdyby była tutaj mama, już by mi wypominała mój zły czyn, którego właśnie się dopuściłem. Nie powinienem reagować w taki sposób, a zwłaszcza względem osoby, z którą chcę się przyjaźnić. Koeru jest pierwszą osobą na Ziemi, którą polubiłem i mam wrażenie że z odwzajemnieniem. Naprawdę nie miałem zamiaru na nią krzyczeć ani o nic ją obwiniać, ale... Samo jakoś tak wyszło.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę o różnych rzeczach, zanim ogarnęło nas zmęczenie i położyliśmy się spać. Odstąpiłem Koeru miejsce na starej kanapie, a sam położyłem się na starym, zostawionym przez wcześniejszych właścicieli tego domu kocu.
~~~
Rano mój sen przerwały pierwsze promienie wstającego słońca, wpadające do budynku przez częściowo wybite okno. Obudziłem się pierwszy, jednak Koeru otworzyła oczy zaraz po tym, jak zacząłem zbierać się z ziemi i przeciągać.
– Dzieńdoberek. – powitałem ją szerokim uśmiechem, który odwzajemniła, choć jeszcze trochę sennie. Poczułem jak burczy mi w brzuchu, a wczorajsze zapasy zjedliśmy podczas naszych rozmów, więc trzeba było się zebrać i iść po nowe. Od razu postanowiłem wytłumaczyć dziewczynie mój plan działania, dzięki któremu nie głodowałem jeszcze ani razu odkąd się tutaj znalazłem i miałem nadzieję, że się dołączy. We dwójkę z pewnością będzie łatwiej i szybciej.
– Dzieńdoberek. – powitałem ją szerokim uśmiechem, który odwzajemniła, choć jeszcze trochę sennie. Poczułem jak burczy mi w brzuchu, a wczorajsze zapasy zjedliśmy podczas naszych rozmów, więc trzeba było się zebrać i iść po nowe. Od razu postanowiłem wytłumaczyć dziewczynie mój plan działania, dzięki któremu nie głodowałem jeszcze ani razu odkąd się tutaj znalazłem i miałem nadzieję, że się dołączy. We dwójkę z pewnością będzie łatwiej i szybciej.
Koeru?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz